Pokazywanie postów oznaczonych etykietą społeczeństwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą społeczeństwo. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 marca 2018

Cudzoziemnka w raju kobiet

Ma być czysto, Anna Cieplak


Na poniższe pytanie odpowiada autorka, Anna Cieplak w wywiadzie w GW:

O czym jest książka? – Opowiada, jak zmienia się współczesna rodzina, o tym, jak dziś w Polsce żyją nastolatki, jak przebiega dojrzewanie i w jaki sposób ten proces pokrywa się z tym, co się zmienia w technologiach. Jest to opowieść o tym, w jaki sposób istniejemy w świecie, jak młodzi ludzie widzą siebie w rzeczywistości, jak wchodzą w interakcje, a przede wszystkim o tym, jakie w Polsce istnieją nadal olbrzymie nierówności społeczne. W zależności od tego, w jakiej rodzinie się urodzimy, nasze losy mogą się potoczyć zupełnie inaczej niż losy osoby, która urodziła się w innym domu, a przeszła podobne doświadczenie. Moja książka jest więc też rodzajem interwencji. Chciałam zwrócić uwagę, że powinno być inaczej. Chciałam powiedzieć o bohaterkach, które są niezauważone, traktowane w sposób niesprawiedliwy, ale jednak są ważne. To książka o tym, że powinniśmy z większą wrażliwością spoglądać na innych ludzi.


O Annie Cieplak dowiedziałam się przypadkiem, czytając recenzję najnowszej książki (Lata powyżej zera wydanej w 2017 roku) i sformułowania "jeśli pamiętacie żółte słoneczko i okno gadu-gadu, to książka Anny Cieplak zabierze Was w sentymentalną podróż do początku aktualnego wieku". I przepadłam. Bo ja jestem ogromną sentymentalistką. Natychmiast wypożyczyłam książki pani Cieplak (rok młodszej ode mnie!) i pierwszą, którą wydała w 2016 roku i została nagrodzona Nagrodą Conrada i Nagrodą Gombrowicza przeczytałam w jeden wieczór. Nie odwracając wzroku od świata nakreślonego przez autorkę. Świata, którego znałam z bliska. I wspomnień.

Jestem pod ogromnym wrażeniem książki. Autorka empatycznie opisała prawie rok z życia  gimnazjalistek: Julii i Oliwki, które wkraczają w trudny okres dorastania z dwóch różnych perspektyw. Dzieli je status społeczny i spojrzenie instytucjonalne a łączy cała reszta: patchworkowa rodzina, zaburzona samoocena, problemy w szkole i przede wszystkim trudności związane z relacjami - zarówno z płcią przeciwną, jak i pozostałymi - fałszywe koleżanki, dociekający i autorytatywni dorośli. Dziewczyny wpisując się w współczesny świat i korzystają z ich atutów (fejsbuk, snapczat, instagram, selfi itd.) walczą z kompleksami lub podkreślają swoje potrzeby (np. potrzeba przynależności). Pewnego rodzaju pomostem w zrozumieniu nastolatek jest świat Magdy, macochy Julii. Ona też zmaga się z problemami współczesności, takimi jak konsekwencje przynależności do patchworkowej rodziny, niepewność zatrudnienia czy rywalizacja z byłą żoną swojego partnera. 

W kolejce do przeczytania jest następna książka tej samej autorki i jak podejrzewam, wszystkie inne, które Anna Cieplak zamierza napisać i wydać.

Motyw skojarzył mi się z piosenką Katarzyny Nosowskiej, Cudzoziemka w raju kobiet



Recenzja bierze udział w akcji #WyPożyczone

niedziela, 18 marca 2018

Bo do życia w rodzinie trzeba się przygotować



Jesper Juul, Życie w rodzinie



Ta książka to moje kolejne odkrycie, które wparowało w moje życie w idealnym momencie. Dotarło do mnie, co zapędza mnie w kozi róg, co bije się z tym jak widzę rodzinę a jak nie zgadzam się z tym, co widzę. Fantastyczna książka, bardzo krótka, bo nie ma więcej niż 180 stron, więc praktycznie na jeden lub dwa wieczory.
Myślę, że powinna być podręcznikiem do wychowania do życia w rodzinie. Dla wszystkich, którzy chcą się związać z kimś na poważnie i dla tych, którzy już mają całkiem poważne związki i dzieci. Trochę po to, by zweryfikować swoje wartości a trochę po to, by poddać ocenie własne podejście.


Juul podkreśla cztery filary łączące rodzinę w całość. Ma na myśli godność (szacunek), autentyczność (szczerość), integralność (osobista i wspólna, rozwój) i odpowiedzialność. Opisuje wpływ powyższych filarów na rodzinę i jej komunikację. 

Osobiście jestem na etapie weryfikacji swoich reakcji, potrzeb i znalazłam dzięki tej książce pewien problem, nad którym chcę pracować (mówiąc najogólniej chce popracować nad swoją retoryką, komunikacją werbalną, bo mam z nią kłopot - chcąc być autentyczna często staje się chaotyczna a będąc elokwentna staje się mało autentyczna ale za to pewniejsza siebie)... te zależności nie są proste i miłe, więc na spokojnie muszę je w sobie przeanalizować.
http://www.rudymspojrzeniem.pl/2018/01/wypozyczone-wyzwanie-czytelnicze-2018.html

sobota, 19 listopada 2011

Wszystko było polityką...




Cezary Prasek, Życie towarzyskie w PRL. Zabawy, Kawiarnie, Festiwale

Od pierwszych stron książki Cezarego Praski towarzyszymy autorowi w jego wędrówce po wspomnieniach. Widzimy go, gdy był małym chłopcem, idącym ze starszymi siostrami na pierwsze zabawy wiejskie. Towarzyszymy mu na prywatkach, w kawiarniach, na festiwalach. Dzięki jego niewątpliwemu zmysłowi obserwacji możemy ujrzeć trochę więcej, niż opowiadali nam nasi rodzice o czasach wczesnego PRL.
Autor stara się pokazać czytelnikom przekrój społeczny, atmosferę tamtych czasów, ludzi z dawnych lat… Robi to w bardzo subiektywny sposób, co w zasadzie jest pozytywną cechą dla ludzi, którzy zawsze lubili słuchać gawęd. Dla tych, którzy szukają historii (a więc „gołych faktów”) i precyzji w książce Życie towarzyskie w PRL, mogą poczuć się „zagadywani” przez autora, tracą cierpliwość.
Autor sam przyznaje, że:
„Moje pokolenie było świadkiem pierwszych symptomów dość głębokiej przemiany obyczajowej”
I chętnie o tym opowiada. Prowadzi nas przez interesującą historię muzyki, jaką się słuchało, a nawet podaje takie szczegóły kto i jakie piosenki puszczał w radiu (np. lista przebojów Studia Rytm).
Zagłębiając się w lekturę, można odnieść wrażenie, że słuchamy gawędy, ale dla wnikliwego czytelnika rozpościera się ogrom przygotowań autora do publikacji. Natrafiamy na liczne cytaty – które obrazują sytuację z perspektywy wielu znanych osób. I chociaż niewiele nam, młodszym czytelnikom, mówią te nazwiska, to wierzymy, że są one autentyczne. Cezary Prasek musiał nie tylko odkopać wszystkie swoje wspomnienia (i traumy jak w przypadku kawy) ale i wspomnienia ludzi, którzy jak on, byli świadkami opisywanych wydarzeń. Musimy też pamiętać, że opisywane wydarzenia działy się pod okiem "Wielkiego Brata", bezwzględnej cenzury, bo "wszystko było polityką...".
Doskonałe przygotowanie wywodzi się z wykształcenia Cezarego Praski – jest on doktorem nauk humanistycznych w zakresie socjologii kultury, dziennikarzem oraz autorem licznych prac publicystycznych i naukowych. Pracował jako dziennikarz i opisywał aktualne wydarzenia, więc miał zapewne doskonałe archiwum do swoich książek.

Książka jest niewielkiego formatu i przyciąga estetyczną okładką. W środku znajdują się interesujące ilustracje Barbary Kuropiejskiej - Przybyszewskiej.  Co ciekawe, wykorzystano brązową farbę zarówno do rysunków, jak i tekstu.

Książkę Życie towarzyskie w PRL układam na regał między ciekawostkami a historią Polski…

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Bellona oraz portalowi Sztukater.pl

Moja ocena: 5/6

piątek, 11 listopada 2011

Czasy warte zapamiętania...




Cezary Prasek, Złota młodzież PRL i jej obraz w literaturze i filmie

„Zniweczona przez wojnę młodość przedwojennego pokolenia, odcięcie żelazną kurtyną, przesunięcie granic, powstawanie nowych elit skazało nas na błądzenie w rzeczywistości po omacku, na ciągły eksperyment i tworzenie nowych hierarchii wartości. Gdzie widzieliśmy jasność? Z pewnością nasze oczy były zwrócone na Zachód. Ale też nasze postawy, tożsamość zostały przefiltrowane przez rodzimą kulturę. Nie zawsze jednak uświadamianą. Przez tradycję romantyczną, przez przedwojenną powieść mieszczańską, przez nasz zaściankowy katolicyzm, który w ostatecznym rozrachunku okazał się wielką siłą wspomagającą walkę z komunizmem.”

Wkraczamy w świat autora, który był światem miliona ludzi żyjących w PRLu w latach 50-70. Świat naszych rodziców. Do dziś pamiętam rozmowy w kuchni co jakiś czas, gdy rodzice rozmawiali o swojej młodości, wypadającej w latach 60. O nazwiskach, które pojawiają się na kartach książki Praska. Czytając ją, wspominałam te właśnie wieczory, gdy rodzice sięgali pamięcią wstecz i obdarzali mnie okruchami swojej przeszłości. Gdy ich skronie nie były oprószone siwizną, gdy nie musieli martwić się ani o dom, ani dzieci. Gdy młodość była złota…

Słusznie zauważył Cezary Prasek:
Gdy o tym wszystkim opowiadam młodym, nie mogę się oprzeć refleksji, że oni uważają, że świat rozpoczął się dopiero z chwilą ich urodzenia.”

Świat tak szybko się zmienia. Ale zmiany nie powinny ulec zapomnieniu. Zapomnieniu należy się przeciwstawiać. Każdy z naszego pokolenia na miarę swych możliwości.

Złota młodzież PRL utwierdza mnie w przekonaniu, że były to czasy godne uwagi. Ba! Nie tylko godne uwagi, ale wywołujące pewną nostalgię. Chciałoby się choć na kilka dni znaleźć się w tamtej rzeczywistości, spojrzeć na Polskę z jej – wg. Nas – ciemnymi stronami. Właśnie! Zadziwiające, że słyszymy o komunizmie i PRL uwagi pełne pogardy, nienawiści wręcz. I to takiej, która, gdyby mogła, wzięła gumkę i zamazała całą tą historię – podczas, gdy Cezary Prasek rozpala w nas ciekawość i pozwala spojrzeć na ten czas z perspektywy młodego człowieka usytuowanego w tej rzeczywistości, ale godzącego się z tym i korzystającego z wszystkiego, co było w tym czasie dostępne.
Po lekturze książki mam wrażenie, że ludzie chętniej coś robili: integrowali się, zasiadali przy stole w knajpie i gawędzili… i nie tylko. Oddawali się szeroko pojmowanej sztuce. I nawet podryw był sztuką: nie wystarczyło „zagadać”, ale trzeba było zadbać o całą scenerię, dodatki i gadżety.

Zaskakuje również frywolność kontaktów damsko-męskich. Autor szeroko rozpisuje się nad życiem prywatnym (lub prywatnym – upublicznionym) Ewy Frykowskiej (która zresztą wydała Słodkie życie, które opisuje jej życie wśród pewnych osobistości teatru i kina PRL).
Wśród opisanych przedstawicieli Złotej Młodzieży PRL poznajemy bliżej m.in. Marka Hłasko. Widzimy jego postać, nie dorobek artystyczny. Tych postaci jest więcej: wszystkie są nakreślone w bardzo prawdziwy sposób: nie są zbytnio wyidealizowane, przeciwnie: mają więcej wad niż zalet.

Od szalonych lat 60. dzieli na ogromna przepaść: zmieniło się prawie wszystko: od ustroju politycznego po rodzaj muzyki, ubioru i technologii. Ale nie zmieniła się chęć zapisania wszystkiego, co się widzi dookoła siebie. Cezary Prasek uświadomił mi, że każdy czas, każda epoka jest warta refleksji. Zwłaszcza taka, która przypada na nasze najlepsze lata, lata młodości…

Moja ocena: 5/6
Alicja Liddell

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Bellona oraz portalowi Sztukater.pl

niedziela, 23 października 2011

Pierwsza mafijna rodzina

Mario Puzo, Rodzina Borgiów

Zwykle sięgamy po książkę z jakiegoś powodu: spodobała nam się recenzja, okładka, lubimy pisarza, który ją napisał… Ja sięgnęłam po „Rodzinę Borgiów”, ponieważ na HBO obejrzałam dwa odcinki serialu o tym samym tytule twórcy Neila Jordana.


Gdy podczas wycieczki po antykwariacie wypatrzyłam właśnie tą pozycję, natychmiast ją kupiłam. Zabrałam się do niej i mimo kilkudniowych przerw podczas czytania, oceniam ją bardzo wysoko.

Mario Puzo był specyficznym autorem. Lubował się w mafijnych tematach, zwykle też swoich bohaterów obnażał ze wszystkimi zaletami i wadami. Stwarzał możliwość ocenienia ich pod niemal każdym względem. Podobnie w Rodzinie Borgiów: poznajemy kochającego ojca, który pnie się na szczeblach kariery duchownej. W swoich dzieciach widzi największe szczęście i największy… środek, który ma mu pomóc w zdobyciu a następnie utrzymaniu władzy. Potrafi zręcznie nimi manipulować, pod osłoną cudownego płaszczyku miłości i troski wykorzystać ich atuty do własnych celów. Gdy zasiada na tronie papieskim i przyjmuje imię Aleksandra VI, jego dzieci są mu tak oddane, że z chęcią i wdzięcznością (!) przyjmują każde żądania ojca. Najstarszy syn, Cezary zostaje kardynałem; młodszy Juan wojskowym, najmłodszy żeni się z kobietą, dzięki czemu rodzina Borgiów miała poparcie rodu hiszpańskiego, z jakiej się wywodziła żona Jofrego. Lukrecja, córka Rodrigo Borgia (papieża Aleksandra VI) musiała wyjść za mężczyznę, który wydawał się być najlepszą partią i wsparciem dla rodziny. Gdy okazał się nie pożyteczny, papież unieważnił małżeństwo publicznie upokarzając Sforzę a następnie wydając córkę ponownie za mąż…  Wcześniej zaś silnie wiążąc córkę z synem, pozwalając by się w sobie zakochali:

Wiedział, że mężczyzna, któremu ulegnie jako pierwszemu, zawładnie jej miłością i oddaniem. Bo kiedy raz odda się mężczyźnie, powierzy mu klucze do swojego serca i duszy. On jednak [Aleksander VI] musi zadbać o to, by jednocześnie nie powierzyła mu kluczy do królestwa. A że Aleksander nigdy nie pozwoliłby obcemu rościć sobie prawa do swoich najcenniejszych dóbr, nadszedł czas, by sam nimi zawładnął.”

Słusznie Mario Puzo kierował swoje zainteresowania rodziną Borgiów upatrując w niej prototyp rodziny mafijnej. Sugeruje, że można ją tak nazwać, ponieważ w swoim postępowaniu kieruje się ona jedynie własnym interesem, dla realizacji którego nie waha się użyć szantażu, przekupstwa czy mordu. Puzo zręcznie tłumaczy ustami Aleksandra:

„Jesteśmy rodziną – zwrócił się do dzieci – a lojalność wobec rodziny musi mieć prymat nad lojalnością wobec czegokolwiek i kogokolwiek innego. Musimy uczyć się od siebie, ochraniać się i czuć, że przede wszystkim z sobą nawzajem jesteśmy związani. Bo jeśli uszanujemy ten związek, nikt nigdy nas nie zwycięży.”

Co może dać nam ta książka?
Prócz wiedzy historycznej podanej nam w przepięknym, fabularnym opakowaniu, prócz rozrywki intelektualnej i sposobu na spędzenie kilku chłodniejszych wieczorów – daje nam świadomość, jak bardzo władza i miłość potrafią wypaczyć człowieka. Jak jedna namiętność sięga po następną: miłość z nienawiścią, pragnienie seksualne z pragnieniem władzy… Powieść Mario Puzo chwilami bywa agresywna w swoim obrazie okrucieństwa i konsekwencji nielojalności, czasem zabawna w dialogach czy nieprzewidywalności zdarzeń.
Warto po nią sięgnąć.

Autor pracował nad swoją powieścią wiele lat. Niestety nie dokończył jej sam, za jego pozwoleniem i wedle wskazówek, ostatni rozdział dokończyła jego wieloletnia partnerka.

Moja ocena: 6/6
Alicja Liddell

czwartek, 25 sierpnia 2011

Hand in glove


Człowiek, który pokochał Yngvego, Tore Renberg

Czasami trafiamy na lustra. Nie są to zwyczajne lustra, które spotykamy w przymierzalniach, czy własnych łazienkach oraz przedpokojach. Nie są to lustra zrobione z tafli szkła i srebra. Czasami może to być bohater filmu czy książki. Jak w tym wypadku.

Jarle Klepp jest moim lustrem. Widzę w nim siebie sprzed lat: zakochane oczy i błędny wzrok, kombinujący jak by tu się urwać, by być bliżej kogoś, na kim nam zależy. I podsumowanie większości działań: jak bardzo można coś zawalić? Strasznie.

Autor książki, Tore Renberg ma cudowny dar przenikania do czyjejś osobowości. Wchodzi do niej jak do garderoby i pożycza sobie płaszcz, sweter i dżinsy… Wspomnienia, emocje i zmysły. Wkłada do swojego świata i dopasowuje w te elementy głównego bohatera. Sprawia, że przeżywam razem z nim, identyfikuje się, zatracam.

Dlaczego? Ponieważ doskonale się czuję w jego skórze, jest mi tak bliska, bo środowisko w jakim został osadzony przypomina moje własne, w którym żyłam. Mimo, ze dzieli nas dziesięć lat różnicy, płeć i kraj, w którym się toczy akcja.

Nie sądzę, bym była jedyną osobą tak silnie identyfikująca się z głównym bohaterem książki Człowiek, który pokochał Yngvego.

Jarle ma 17 lat, uczy się w liceum w Stavenger. W jego życiu liczy się rock, seks i polityka. Stara się być wielką indywidualnością, założył z przyjacielem kapelę punkową,  ma świetną dziewczynę. Wszystko zmienia się, gdy do jego szkoły przybywa nowy uczeń, Yngwe, dziwny chłopak, lubiący słuchać popu, grać w tenisa i czytać książki o starożytnym Egipcie. Nagle Jarle ze zdumieniem odkrywa że nie może przestać o nim myśleć…

Świat Jarla to świat, gdzie młodzi ludzie chcą zmieniać świat, walczą z nim, a nie dostrzegają, co dzieje się w ich własnym domu; świat, w którym liczy się tu i teraz, koncert, impreza, szkolna przerwa… Świat pragnień i dążeń, analizowania każdego nowego uczucia, chaotyczne podążanie ścieżkami, które wydają się być najatrakcyjniejsze. W końcu świat, w którym dokonuje się kolejna inicjacja: z młodego człowieka wyrasta dojrzały mężczyzna. W sprzyjających warunkach. Widzimy tą przemianę, ponieważ narratorem jest dorosły Jarle. Wprowadza nas do swojej przeszłości, do swojego siedemnastoletniego świata.  Tam, gdzie na okrągło gra muzyka, co tydzień jest jakaś impreza czy koncert, jest więcej alkoholu, więcej zioła, gdzie zakochanie ma swoją własną, przepiękną historię, swoją własną paletę barw emocji, działań… Gdzie nie ma Internetu i komórek, a świat obserwuje działania Związku Radzieckiego… bo jest  styczeń 1990 roku.

Z prawdziwą radością odkrywam, że w literaturze skandynawskiej (i nie tylko literaturze, również w filmie) nie ma tematów tabu. Akcja toczy się naturalnie, niezwykle prawdopodobnie. Pojawiają się tematy, o których się nie mówiło. W książce Renberga wszystko jest naturalne, normalne. Jakby żyło własnym życiem. Bez ingerencji Cenzora, który istnieje w wielu umysłach, próbujący sprzeciwić się rzeczom, które się po prostu dzieją.

Przeczytałam tą książkę w kilka godzin, mając nadzieję, że się nie skończy. Niestety, Jarle dokończył swoją opowieść na 355 stronie.
Mam nadzieję, że szybko pojawią się tłumaczenie następnych książki Tore Renberga, ponieważ umieściłam go w mojej liście ulubionych pisarzy. 

Dzięki niemu odkryłam piosenkę, która pozwoliła mi się jeszcze mocniej wczuć w nastrój lat 90.:


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Akcent i portalowi Czyta nie szkodzi.

niedziela, 14 sierpnia 2011

Emigracja do Krainy Fantazji

 
Panna Wina, Witold Horwath

Książka Witolda Horwatha, polskiego autora m.in. Świętych wilków, Seansu, Ptakona oraz scenarzysta lub współscenarzysta Ostatniej misji, Nie ma zmiłuj czy seriali telewizyjnych takich jak Klan czy Na wspólnej, Ekstradycja i Wydział zabójstw, jest opatrzona trafnym mottem:

Ja jestem rana
Ty jesteś ból
– Rafał Wojaczek

Oraz dedykacją od autora:

Winowajczyniom bez sędziów i sędziom bez winowajczyń, którym przyszło za chlebem spełnienia emigrować do Krainy Fantazji, powieść tę daję na drogę.

Dedykacje te przytaczam, ponieważ nad sensem długo się głowiłam. Lubię, gdy po przeczytaniu książki, można sięgnąć znów do pierwszych stronic i ujawniają się ukryte dna, jak małe zagadki, które tylko czekają, aż po spełnieniu najważniejszego z wymogów – przeczytaniu całości – objawiają swą tajemnicę.
Lektura Panny Winy zaspokoiła moją chęć odkrywania tajemnic i rozszyfrowania zagadek. Czuję, że podarowano mi kilka godzin przyjemności, jaką było zagłębianie się w Krainę Fantazji.

Witold Horwath potrafi fantastycznie władać językiem pisanym. Dzięki temu, mogłam sobie wyobrazić zakątek Ameryki Środkowej, główną bohaterkę – Pannę Winę i jej sędziego – Pana Prawo… Opowieść o dziewczynie, która trafia do aresztu za swoje przewinienia. Zasłużona kara zmienia jej dalsze życie, a surowy sędzia staje się duchowym mentorem.

Ciekawy jest też sposób prezentacji historii Laury, tytułowej Panny Winy: kreowana jest przez dwoje ludzi, którzy spotkali się w wirtualnej przestrzeni – na czacie internetowym. Snują swoją opowieść, ale pozwalają sobie na przerywniki, które w ciekawy sposób stają się komentarzem do akcji.
Z początku historia wydaje się być pisana ręką samego Marqueza, zwłaszcza opisy Środkowej Ameryki, wyspy Santa Inez, wojny domowej… Ale dość szybko autor porzuca ten styl i jakby daje pióro samej Laurze, niepokornej i bezczelnej, a przy tym pełnej uroku głównej bohaterce, mającą ogromnie silną osobowość.
 
Panna Wina podejmuje dwa główne tematy: kary – która wiąże się ze zbrodnią oraz seksualną przyjemnością, jaką owa kara może nieść. Innymi słowy prócz refleksją nad wpływem kary na życie ludzkie skupiamy się nad tajemnicą sadomasochizmu. Nie jest to jednak temat narzucający się, rozwlekły i odpychający jak w wypadku „literatury” harlequinowej. Wręcz przeciwnie, czytelnik czuje, że coś jest na rzeczy, ale skupia się fabule, która wciąga go i nie pozwala odłożyć książki. Podobnie jak z filmem Secretary, o bardzo podobnej tematyce, fascynuje nas ten dziwny świat, w którym nie moglibyśmy się znaleźć za dnia, ale w nocy, pod osłoną powiek…


Za egzemplarz recenzyjny dziękuję Wydawnictwu Nowy Świat i portalowi Czyta nie szkodzi.



niedziela, 10 lipca 2011

Nasza klasa


Nasza klasa, historia w XIV lekcjach, Tadeusz Słobodzianek

Gdy pytam znajomych (nie studiujących ze mną polonistyki) o Naszą klasę, pytają czy chodzi mi o portal społecznościowy. Na moją odpowiedź: że chodzi mi o dramat, który w zeszłym roku dostał Nagrodę Nike, zazwyczaj odpowiadają, że nie wiedzieli, nie słyszeli i nie interesowali się. I wcale im się nie dziwię.

Dramaty ogólnie rzecz biorąc nie cieszą się zbyt wielką popularnością wśród Polaków. Do tego należy dodać tematykę żydowską i mamy zawężone grono czytelników.

Sięgnęłam po raz pierwszy po tę książkę i po zapoznaniu się z pierwszymi stronami, odłożyłam ją. Polacy, Żydzi, Jedwabne. Odłożyłam. Nie chciałam jej czytać.

Przeczytałam. Ponad rok po premierze. Z pełną świadomością, co tam znajdę.
Wydawałoby się, że o Jedwabnym powiedziano wszystko. Słobodzianek jednak odnalazł dla siebie dziurę, przez którą mógł wyjrzeć do czytelników. Zastanawia mnie, co bardziej go do owej dziury szukania skłoniło: ewentualny sukces finansowy? Nagroda, którą zresztą zdobył? Kolejny raz odgrzewanie pamięci rodaków (i nie tylko, ponieważ premiera Naszej klasy odbyła się w Londynie) niczym sczerniały już kotlet, niestrawny, ale smażony w imię idei i pamięci po Zamordowanych?


Myślę, że nawet przesunięcie ośrodka czytelniczego zainteresowania na wspólnotę oraz jej rozłam, która niewątpliwie jest jednym z ważniejszych motywów w dramacie nie „ratuje tekstu”, ponieważ w dalszym ciągu widzimy obrzydliwe epatowanie przemocą i seksualną dewiacją, którą autor uwypukla na każdym kroku.

Tadeusz Słobodzianek wykoncypował interesującą formę: każda scena została przez niego nazwana lekcją (stąd podtytuł: historia w XIV lekcjach) kończąca się wierszykiem bądź piosenką śpiewaną przez wszystkich uczestników. Na tym innowacyjność Słobodzianka się kończy.
Autor sadza młodych Żydów i Polaków w jednej klasie, opisuje pierwsze rozłamy. Ze wspólnoty, którą tworzyli wyrastają na wrogów.
Dalej już tylko leje się krew, gwałt i mord. A wszystko to znamy z wcześniejszych publikacji nt. Jedwabnego.

poniedziałek, 28 lutego 2011



Kinga Dunin, Tabu, Obciach

Obie książki zostały wydane pod koniec lat 90. Prawdopodobnie w tym czasie obie przeczytałam, bo poszczególne sceny były mi znane. Jednak teraz, jako bardziej świadoma czytelniczka, podeszłam do nich bez nastoletniej fascynacji. Za to odkryłam, jak wiele w moim światopoglądzie zaszło zmian.
Tabu jest pierwszą częścią, w której poznajemy rodzinę Szumskich, szczególnie psychikę starszego dziecka – Marty. W tej części skupiamy się na rodzącym uczuciu Marty do kuzyna i konsekwencji tego uczucia. Poboczne wątki są okazją do przemycenia ideologii, poglądów prawdopodobnie samej autorki. Karzą one zastanowić się nad tematem religii, szczególnie tej na co dzień, stawiającej pytania aktualne: komunia chłopca, niepraktykujący rodzice, katolicka reszta rodziny, ich intelektualne boje o słuszność sprawy. Szczególnie trudne, gdy cała prawda Marty i Marka, kuzyna, wychodzi na jaw.
Druga część, w której również występuje rodzina Szumskich, jest bardziej rozproszona, jakby autorka chciała na raz za dużo tematów poruszyć. Odtrącenie miłości, wizja homoseksualizmu Marty, niespełnione uczucie kolegi Marty do niej samej, imprezy, alkohol, czerwona sukienka, przyjaciółka feministka, która pragnie zwojować świat, który wcale tego nie potrzebuje, zdrada ojca, wreszcie gwałt i straszliwa kara… Wszystko to, w stylu Dunin, owiane filozoficznym kadzidłem. Jedyne co mnie zaskoczyło w drugiej części to nagła śmierć. Nie spodziewałam się, że ta książka, i to na ostatnich stronach, nabierze takiego charakteru, takiej rysy.
Dzięki mottom, poprzedzającym każdy rozdział, które zaczerpnięte były z Muminków oraz Świetlickiego, zaczęłam się zastanawiać nad mityczną matką. Ze wszystkich poruszanych problemów w części drugiej, ta jedna najbardziej zapadła mi w pamięć. Każdy z nas potrzebuje ciepła i troski mitycznej matki, którą tutaj nazywa się Mamą Muminków. Taką, która każdą burzę rozgromi, która na nieszczęście i smutki – naleśniki przygotuje. Lecz, wg. Est, przyjaciółki – feministki Marty – wszyscy pragniemy mityczną matkę, lecz która z nas chciałaby wejść w jej rolę? Przecież ktoś musi usmażyć stos naleśników… Dlatego może, w naszym realnym życiu, takich matek nie ma. O czym doskonale mówi Alice Miller w książce Bunt ciała. Rozprawia się w niej ze stereotypami mitycznej matki, co świetnie koresponduje z książką Kingi Dunin.
Polecam obie części nastolatkom, które przewartościowują wszystkie swoje poglądy. A także rodzicom, by trochę przybliżyć (przypomnieć?) im świat młodości. Szczególnie z tym, co nie uniknione, co tylko można złagodzić. Zapewne za pomocą naleśników. I rozmowy.

niedziela, 12 grudnia 2010

Nic, Dawid Bieńkowski

Czasami książki reklamują się w innych książkach. Ja znalazłam pozycję Bieńkowskiego w książce Przemysława Czaplińskiego Polska do wymiany. Wyrobiłam sobie zdanie o tej książce już w trakcie czytania Polskę..., zainteresowała mnie tematyka konsumpcjonizmu i jego wpływ na działania ludzkie. Szczególnie na działanie Polaków, którzy jako nowy rynek dla zachodnich korporacji, otworzył się po upadku komunizmu. Otworzył się i wchłonął z niewiarygodna siłą. 
Bieńkowski pokazuje nam przemiany na przykładzie korporacji związanej z fast foodem, wielka, francuska firma, która wkracza na polski rynek. Poznajemy bohaterów, którzy przechodzą do firmy Positive ("wielka rodzina Positive") i jak bardzo myślenie zachodnie, korporacyjne czyli skierowane głównie na zysk - wyniszcza ich. Wyzwala najgorsze zapędy ludzkie, destrukcję (co widać na przykładzie zachowania Euzebka) i autodestrukcję (alkoholizm ajenta Marka).
Polska na początku lat dziewięćdziesiątych była jak raczkujące dziecko, któremu można pokazać każdy kierunek. Jednak nieco później, widzimy, że jednak nie wszyscy się poddali nowym prądom, są przecież osoby, które zajmowały się zupełnie czym innym...
Poznajemy bohaterów, którzy byli swego czasu wywrotowcami, zajmowali się muzyką, artystycznymi hapeningami, wypracowali sobie swój własny sposób na życie, kulturę, otaczający świat. Są to osoby młode, pełne twórczych działań. Czy są nadzieją? Alternatywą dla świata, w którym rządzi pieniądz i układy?

Książka Dawida Bieńkowskiego nie wzrusza. Nie sprawia, że przestajemy być trybikami w maszynie kapitalizmu. Nie robi z nas anarchistów społecznych, wegetarian czy przeciwników fast foodów. Ale sprawia, że na chwilę zatrzymamy się i przyjrzymy na czym opiera się nasz świat i w jaki sposób na nas oddziałuje. Na chwilę, dosłownie na moment - jesteśmy pełni refleksji, rozumiemy kim jesteśmy w społeczeństwie, jak ważne przemiany się w nas dokonały. I jak bardzo jesteśmy od nich zależni...




wtorek, 7 grudnia 2010

O skrajnościach...



Ewa Ostrowska, Owoc żywota twego
Przedstawiam  kolejną książkę z serii "poszukiwanie przykładów zła/destrukcji". Moje preferencje jednak nie są tendencyjne. Oto natknęłam się na książkę pełną skrajności. 
Poznajemy dziewczynkę, córkę wioskowej latawicy, troszkę przygłupią, zalęknioną, wykorzystywaną przez wszystkich. Na naszych oczach staje się kobietą posiadającą, która dużo znaczy w swoim środowisku. Niestety gdzieś po drodze gubi ona serce na rzecz dóbr materialnych gromadzonych dla swego syna. Tytułowy owoc żywota jest produkt zawiści matczynej, skrajności emocjonalnej, chłopak rozpieszczony, któremu jednak udaje się wyrwać spod skrzydeł obłąkanej matki. Nie rozumiejącej, jak wiele straciła, gromadząc ziemię, inwentarz żywy i stanowisko społeczne. Widzimy jak z kobiety upadłej społecznie rośnie siła zdeterminowana, ale destrukcyjna.
Prócz ogromnej przemiany głównej bohaterki, jesteśmy świadkami przemian społecznych i gospodarczych oraz społecznych. Pod tym względem autorka zaskakuje, ponieważ w pewien sposób waloryzuje ustrój komunistyczny. Nie jest to jawna pochwała, myślę, że nie to miała na myśli Ewa Ostrowska, jednak wyczuwam pewną nutę, ważną dla Polaków z punktu historycznego. Jednocześnie owczy pęd społeczności wiejskiej - ich reakcja na wszelkie postępy. Reakcja najczęściej kierowana zawiścią i ograniczeniem. W tym środowisku jedynie pomiot kacepski, prezes - komunista jest osobą światłą, pomocną, bezinteresowną. Chociaż nawet on, jedyny dobry człowiek, w tej książce, zostaje sam, zdradzony, obśmiany, pomówiony... 

Chciałabym na tę książkę zwrócić uwagę głównie przez pryzmat antropologii - interesuje mnie zachowanie ludzkie w ważnych dla siebie przemianach oraz jak te przemiany (dobre bądź złe, przeważnie złe) wpływają na dalsze życie bohaterów. Książka Owoc żywota twego jest świetnym przykładem funkcjonowania społeczeństwa ograniczonego.