piątek, 17 sierpnia 2018

"Nic nie jest tak ulotne jak pamięć dziecka"


Mama kłamieMichel Bussi


O książce dowiedziałam się przypadkiem, urywkiem. W radiu usłyszałam zajawkę książki, ale nie zdążyłam usłyszeć tytułu ani autora. Do mojej chłonnej świadomości dotarło, że pojawiła się na rynku wydawczym książka o dziecku, które twierdzi, że mama, która go przyprowadza i odbiera ze szkoły to nie jest jego prawdziwa mama. Wspomnienia zacierają się w trzyletnim dziecku, mieszają z fantastycznymi wyobrażeniami a sklecić w sensowną całość próbuje zaangażowany psycholog przedszkolny.

Z wcześniejszych recenzji wiadomo, że temat porwań w jakiś sposób mnie uwrażliwia, więc zapragnęłam przeczytać tą książkę. Szukałam jej przez wiele miesięcy, aż któregoś dnia zupełnie przypadkiem zobaczyłam ją na Nadmorskim Plenerze Czytelniczym w Gdyni. Wieczorem rozpoczęłam swoją przygodę a następnego dnia ją zakończyłam. Z pełnym sukcesem i pełną satysfakcją.

Istotnie, książka opowiada o około trzyletnim dziecku, które próbuje wydobyć ze swojej pamięci prawdziwą mamę, jednocześnie czerpać radość z rzeczywistości, która go otacza. O wspomnieniach przypomina mu mały pluszak, Guti, który chowa w sobie wiele tajemnic zaszyfrowanych w warstwie metaforycznej. Wiele zawiłości psychologicznych tłumaczy psycholog, który zajmuje się chłopcem i walczy o jego prawdę – szuka wsparcia w pani komendant.

Powieść francuskiego pisarza, Michela Bussi, zachwyca wielowątkowością – w wielu recenzjach spotkałam się ze zdaniem, że można tam spotkać wręcz natłok wydarzeń, bohaterów i skomplikowanie fabuły, ja jednak uwielbiam, kiedy książka z początku wydaje się poplątana jak makaron na spaghetti, pod warunkiem, że ostatecznie wszystko się z sobą zawiązuje, wyjaśnia i staje się klarowne i przede wszystkim: zaskakujące.


Powieść "Mama kłamie" skłoniła mnie do refleksji dotyczącego poświęcenia. W książce przewija się kilkoro rodziców, którymi kierują różne uczucia, różne motywy. Są tacy, którzy dziecko traktują jak przepustkę lub raczej - wymówkę; są tacy, którzy swoją miłością obdarzają nie dziecko, lecz jego wyobrażenie o nim... I jest matka, która wie, że miłość to dobro. To nie chwilowe zachcianki, zaspokojenie własnych potrzeb (o tym mówi ostatnia scena, która dla wielu nie jest zbyt jasna, wręcz jest oderwana od całości - moim zdaniem pokazuje miłość do dziecka jako cel a nie dopełnienie swojego życia). Matka - która by chronić dobro dziecka decyduje się na misterny plan, niezwykle kreatywny a jednocześnie niebezpieczny. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ślicznie dziękuję za komentarz,
proszę, zostaw swoje imię lub nick, bym, wiedziała komu podziękować :)