wtorek, 22 maja 2012

"Chciałam. Nie chciałam! Chciałam."




Małgorzata Holender, Klinika Lalek

Lalki mają porcelanowe, gładkie i chłodne serca. Są chwile, gdy każdy z nas chciałby być taką lalką i nie czuć drgań rozszalałego mięśnia pompującego życie do żył... Klinika dla żywych ma doprowadzić pacjentów do stanu właściwego szczęśliwym lalkom. Zamienić serce pękające, cierpiące i prawdziwe.
Bohaterka krótkiej powieści Małgorzaty Holender znajduje się w klinice, a trzy osoby, które ją regularnie odwiedzają w pokoju każą jej grzebać "w tym, co już dawno zostało zakopane".
I Katarzyna, bohaterka sennej opowieści zaczyna wygrzebywać figury Matki, Ojca, Brata, Kochanki i Kochanka... Symboliczne środowisko, w którym toczy się akcja snu życia, snu okrutnego i upokarzającego, przetykanego marzeniami o samobójstwie – jak pisze Maria Janion w posłowiu.

Niepokojąca historia nie tylko Katarzyny, ale i postaci, które powołała do życia przez spisywanie wspomnień skłania do refleksji nad życiem, szczególnie mroczniejszą jego stroną. Warto sięgnąć po tą pozycję choćby po to, by przekonać się, jak zareagujemy na wizję Kliniki Lalek.

Ocena: 5/6

czwartek, 26 kwietnia 2012




Niezwykłe biografie. Poznać i zrozumieć człowieka.
Różni autorzy

"Ciekawość ludzka nie zna granic". To prawda, zwłaszcza, jeśli chodzi o postacie, które odcisnęły się w kulturze masowej. Ludzie od zawsze interesowali się sławnymi personami: stąd brukowce, biografie i wspomnienia wydawane na przestrzeni lat, rozpropagowane dzięki środkom masowego przekazu. Gdyby było inaczej, z prawdopodobnie  upadłaby np. kinomatografia czy muzyka popularna.
Szczególną uwagę poświęcono ludziom, którzy własną pracą stworzyli finansowe imperium, a większość  historii urozmaicone jest "prawami robienia pieniędzy" wg różnych opisywanych miliarderów (takich jak Raymonda Kroca, Stevena Spielberga, Billa Gatesa, Madonny, Johna Rockefellera i innych).

Książka, wydanie kieszonkowe G+J książki to zbiór krótkich biografii sławnych ludzi. Ciężko powiedzieć, czym dokładnie kierowano się w wyborze tych ludzi, zapewne popularnością i ekstrawagancją tychże. Nie są to jednak "suche fakty", lecz urozmaicone anegdotami , barwne opisy sław. Dzięki pracy różnych autorów dowiadujemy się na przykład jak Hitchcock traktował aktorów na planie filmowym, przypuszczalnej koprolalii (czyli niekontrolowane wypowiadanie wulgarnych lub obelżywych słów) Mozarta, kim była "czarownica z Wall Street i dlaczego jej nazwisko widnieje w księdze rekordów Guinessa pod hasłem "Największa sknera na świecie", w jaki sposób stworzono imperium McDonald's.

Książeczka niewielkich rozmiarów jest doskonałym sposobem na urozmaicenie sobie popołudnia. Szczerze polecam tą pozycję, nie tylko dla zdobycia wiedzy, lecz przede wszystkim dla rozrywki.

Moja ocena: 5/6

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję wydawnictwu G+J książka oraz portalowi Sztukater.pl

sobota, 7 kwietnia 2012

akcja!


Zdążyć przed świtem, Marta Bilewicz

Książka Marty Bilewicz skierowana jest do wielbicieli powieści sensacyjnych  i erotyzmu. Z początku czytelnik wprowadzony jest w atmosferę wydziału DEA (Drug Enforcement Administration - organizacja zajmującą się przemytem i handlem narkotyków) oraz UNAKO (odłam ONZ zajmujący się zwalczaniem przestępczości na świecie). 

Poznajemy dwóch agentów - Joego i Garetha, którzy są najlepsi w swoim fachu. Autorka nakreśliła ich portrety psychologicznie, powoli wprowadzając czytelnika w ich życie osobiste. Przy okazji pierwszej wyprawy do Japonii do zespołu dołącza przepiękna Connie, z którą nawiązuje romans Joe. Bardzo burzliwy romans, który poznajemy z wszystkimi szczegółami. Zaś przy okazji drugiej akcji, która łączy się z pierwszą to Gareth poznaje nieśmiałą Kate, do której coś czuje, ale nie ufa jej, zresztą słusznie. Na kartach książki prócz szczegółowych opisów miłości, poznajemy ciekawostki dotyczące sztuk walk, zwłaszcza japońskie: kodeks ninja, typy broni (co szczególnie mnie interesowało). Dalej akcja toczy się niczym w Ojcu Chrzestnym, gdzie wmieszana jest mafia włoska. 

Autorka stosuje przejścia z jednego bohatera do drugiego, "wchodząc" w psychikę każdego z nich, co zrobione zręcznie daje wrażenie szybkich zwrotów akcji, dzięki czemu lektura jest wciągająca. Niestety same "akcje" wydają się przewidywalne. Zdecydowanym negatywem są opisy ognistych romansów, co czyni książkę zagmatwaną, gdzie opisy seksu wiążą się z przewrotnością biegu wydarzeń. Myślę, że autorka troszkę za bardzo skupiła się na opisie romansów, przez co ucierpiała fabuła. Aczkolwiek opisy są bardzo dokładne i oddziałują na wyobraźnie. Jednak nie jest to coś, czego oczekuje się od powieści sensacyjnej. Być może autorka z racji swojej płci przemyciła romantyzm w swojej powieści.

Znaczącym mankamentem książki są błędy edytorskie: głównie gramatyczne, szczególnie na początku lektury oraz literówki.
Na początku książki jest motto, które niezwykle przypadło mi do gustu, czym zakończę moją recenzję:
Jest tylko dziś...
Wczoraj jest już snem,
a jutro tylko wizją.
Ale dobre dziś
czyni wczoraj dniem szczęśliwym,
a jutro wizją nadziei...


Ocena: 3/6
Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Novaeres oraz portalowi Sztukater.pl.

niedziela, 11 marca 2012

„Ten, kto zobaczył siebie takim, jaki jest, dostrzegając swój grzech, jest większy niż ten, kto wskrzesza umarłych, i niż ten, kto widział aniołów…”



7 grzechów głównych, Dag Tessore

To, co Ojcowie wiary chrześcijańskiej nazywali „grzechami”, we współczesnej mentalności jawi się niczym zalety: czyż rozkoszowanie się dobrym jedzeniem, zażywanie swobody seksualnej, umiejętności egzekwowania dla siebie szacunku, duma i współzawodnictwo nie są współczesnymi określeniami tego, co dawniej nazywano nieumiarkowaniem w jedzeniu i piciu, nieczystością, gniewem i pychą?

Książeczka Daga Tessore’a, jest przewodnikiem, który ma pomóc czytelnikowi „pokierować własnym życiem i rzetelnie nad sobą popracować”. Jak sam autor zaznacza: punktem wyjścia niechaj będzie zdiagnozowanie, a następnie terapia owych siedmiu chorób”.

Jednak zanim przejdzie się do meritum, trzeba sformułować, czym siedem grzechów głównych jest. Ojcowie Kościoła uważali grzechy za przejawy i owoce wad, a zatem, twierdzili – zrozumiałe jest, że trzeba „wyrwać korzenie wad, a także ich owoce”.

Np. jeśli ktoś popełnia cudzołóstwo, to dlatego, że podtrzymywał w sobie wadę nieczystości. Jeśli ktoś zabija drugiego człowieka, żeby go obrabować, to dlatego, że nie pohamował swojej wady chciwości pieniądza. Zatem jeśli Kościół, na poziomie czysto prawnym, osądza poszczególny grzech, to na poziomie psychologicznym i duchowym liczy się waga, która ów grzech spowodowała.
Autor spieszy również z objaśnieniem, jak się wadę określa: wada jako brak moralny, namiętność (namiętność to przede wszystkim poruszenie duszy), myśl, choroba duszy, nawyk w końcu demon (Ojcowie Kościoła często mówią o wadach jako o demonach). Mówi też, że „wady są jak rośliny: jeżeli nie chcemy, żeby się rozrastały, musimy zaprzestać podlewania ich”.

Zanim autor książki 7 grzechów głównych dojdzie do analizy poszczególnych grzechów, zapewnia czytelników, że „człowiek nie jest niewolnikiem dlatego, że go sprzedano albo kupiono, lecz dlatego, że ma zniewolony umysł” (Klemens Aleksandryjski), tym samym umacnia czytelników, w wierze, że przy cierpliwej pracy nad samym sobą, jesteśmy w stanie pokonywać swoje wady, by odzyskać wolność umysłu. Lecz zanim pokona się swoje wady, najpierw należy je poznać i zbadać. Temu właśnie ma służyć ta niewielka gabarytowo książeczka.

Ze szczególną uwagą przeczytałam rozdziały i jako osoba, która szczególnie ceni sobie wolność w sferze poglądów, muszę przyznać, że ze zdziwieniem odwracałam kolejne karty książki. Autor wielokrotnie powołuje się na Ojców Kościoła, cytuje „Drabinę do raju” Św. Jana Klimaka,  „Ustawy życia mnichów” itd… Wszyscy razem wzięciu nawołują do zaprzestania i odrzucenia swych wad i poddawaniu się im. Dag Tessore serwuje nam, czytelnikom, sposoby na pohamowanie swoich namiętności. Dobry Chrześcijanin znajdzie w niej wiele rad, które może wykorzystać w codziennym życiu.
Jednak osoba, która sceptycznie patrzy na rady i pogróżki (jawi się obraz wysokiej ambony, na której stoi duchowny, szanowany człowiek i paluszkiem grozi ogniem piekielnym za złamanie poszczególnych, moralnie wątpliwych punktów) nie znajdzie odpowiedzi na własne wątpliwości. Przede wszystkim dlatego, że autor, mediewista zresztą, posłużył się księgami sprzed wielu wieków, próbując nieudolnie dopasować je do realiów dzisiejszych. 
Książeczka nie zachwyca, a jeśli uczy, to wyłącznie posłuszeństwa dogmatom wiary Chrześcijańskiej, bez dogłębnej analizy. 
Plusem tej niewielkiej książeczki jest kilka przydatnych cytatów, którymi zresztą się podzieliłam w niniejszej recenzji.

Moja ocena: 2/6

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.pl

czwartek, 8 marca 2012

cała prawda o brukowcach...




Shit! Rok w brukowcu, Joanna Żebrowska

Co to znaczy „w sposób kreatywny traktować rzeczywistość”? Jak wygląda praca w tabloidach? W końcu, jak wygląda „od kuchni” proces wydawania artykułów w brukowcu? 

Czytelnicy nie tylko dostaną odpowiedź w książce Joanny Żebrowskiej, ale wejdą w ten komiczny świat dzięki bohaterce, młodej freelancerce, absolwentce  dziennikarstwa, którą los rzucił w objęcia „Hitu”, gazety kreującą wspomnianą rzeczywistość. Jej zadaniem będzie przetrwać w tym irracjonalnym świecie. W dodatku trzeba jej będzie się odnaleźć w życiu prywatnym, który również funduje jej niespodzianki.

Autorka przyznaje, że książka powstała na podstawie jej własnych doświadczeń. Odkrywa prawdziwe oblicze pracy dziennikarzy brukowych pism. Tym samym skłania do refleksji nad autentycznością serwowanych nam, czytelnikom, informacji. Przykładem może być „Światowy Dzień Szczytowania Seksualnego”, który został wyssany z palca. Bo nie ważne są „prawdziwe informacje”. Ważne są rubryki, czytelnicy (koniecznie niż społeczny, najlepiej tacy, którzy mają kundle, dachowce, ubierają się w lumpeksach, nie przywiązują wagi do pięknych słów, szukają tekstów ze zdjęciami, które urozmaicą im czas między nie atrakcyjną pracą a gotowaniem grochówki na tydzień). Taki człowiek, według dziennikarzy, zadowoli się ochłapem, czymś, co na chwilę oderwie go od rzeczywistości. Nie ważne, na ile będzie to informacja prawdziwa, a na ile nie. Niech będzie hitem. To wystarczy.
Książka Joanny Żebrowskiej przede wszystkim bawi. Jest naszpikowana rewelacyjnym humorem, który jest największą jej zaletą. Przypomina Dziennik Bridget Jones J.H. Fielding i Merde! Rok w Paryżu S. Clarke’a. 
Autorka przedstawia świat Edyty, głównej bohaterki w sposób dynamiczny, wciągający.
Warto sięgnąć po tą pozycję, choćby po to, by umilić sobie czas i móc się pośmiać z prób (często udanych) „wykreowania rzeczywistości” i sprzedania ich we wspomnianym tabloidzie.

 Moja ocena: 4/6

Egzemplarz recenzencki dostałam od autorki przez pośrednictwo portalu CzytaNieSzkodzi, za co serdecznie dziękuję.